90-lecie żeńskich drużyn na Polonii: Razem w okrutnych czasach

Polonia 1949 wicemistrzynie Polski

– Polonia była wtedy wyjątkowa: koszykarki kolegowały się z koszykarzami, wspieraliśmy się, w żadnym innym klubie nie było takiej integracji między sekcjami – wspomina Hanna Loth-Nowakowa, zawodniczka Czarnych Koszul w latach 1951-1965.

Pierwszy mecz po wojnie koszykarki Polonii rozegrały dopiero w styczniu 1949 roku. To był dziwny sezon. W mistrzostwach Warszawy Polonistki zanotowały dwa zwycięstwa i dwie porażki i awansowały do finałów mistrzostw Polski. W nich przegrały ze Spójnią Warszawa oraz zwyciężyły Wisłę Kraków i Zryw Łódź. Zdobyły wicemistrzostwo Polski z trzema porażkami w siedmiu meczach. W składzie Polonii występowały dwie zawodniczki sprzed wojny: siostry Irena Kamecka-Jaźnicka i Maria Kamecka-Kordzik.

– Koszykówkę zaczęłam trenować w sierpniu 1951 roku, siostry Kameckie grały jeszcze przez trzy lata – opowiada Hanna Loth-Nowakowa. – Moim pierwszym trenerem był Henryk Jaźnicki, znany piłkarz, mąż Ireny. Wymyślał nam od baranów, wyrzucał z treningów własną żonę. Chciał, żebym wszystko od razu chłonęła, a ja miałam dużo nawyków z hazeny, siatkówki i szczypiorniaka, które ćwiczyłam w szkole. Mecze grałyśmy wtedy w hali YMCA przy ulicy Konopnickiej. Nad koszami były balkony, gdzie stawali kibice. Krzyczeli: „Lothówna, strzelaj!”, a ja nie wiedziałam jak. Nauczyli mnie dopiero koledzy, szczególnie Zygmunt Ślesicki, brat Władysława, znanego reżysera filmowego. Ostatnie szlify zbierałam jeszcze w reprezentacji u trenera Groyeckiego.

Polonia za moich czasów nigdy nie miała pieniędzy. Wyglądałyśmy jak łazęgi: jedna miała inne spodnie od dresu, druga inne. Jak przychodziłam do klubu, to dostałyśmy kostiumy po spartakiadzie. To były czarne, jednoczęściowe stroje z batystu czy satyny, przewiązywane w pasie gumką. Baśce Wikarskiej ciągle pękały pod pachą, musiałyśmy je stale reperować. Grałyśmy w tych strojach ze trzy sezony. Kiedy w końcu sprawili nam nowe dresy, trener powiedział, że mamy je oszczędzać.

Pamiętam na Polonii dwa boiska kortowe do koszykówki – w miejscu dzisiejszego baraku, na wprost okien hali. Przez kilka sezonów rozgrywałyśmy tam letni Puchar Polski. Skórzanymi sznurowanymi piłkami, na mączce, niezależnie od pogody.

Koszykówka wyglądała inaczej. Były ściśle określone pozycje: dwie obrończynie, dwie skrzydłowe i najważniejsza – centerka. Akcje budowało się długo, szanowało piłkę, wykorzystując przepisowe 30 sekund. Uwielbiałyśmy stosować podsłonki i praktycznie nie rzucałyśmy z dystansu. Na początku mojej przygody z koszykówką spadało się za cztery faule. Do Mistrzostw Europy w 1958 roku były drewniane tablice. Na mistrzostwa zamontowali pierwszą tablicę szklaną, która pękła na pierwszym treningu Bułgarek.

W żadnym innym klubie nie było takiej integracji między sekcjami, jak w Polonii. Po meczach spotykaliśmy się składem żeńsko-męskim w kawiarniach, organizowane były wigilie i bale sylwestrowe. To był koniec lat 50., początek 60. Jasio Dzierżko z drużyny koszykarskiej, później wybitny architekt, do spółki z kolegami udekorował salę fraszkami Sztaudyngera i napisem „nie da Ci Hania ani Leonia tego co może dać Ci Polonia”. W tych okrutnych czasach udawało nam się prowadzić ciekawy, niezależny byt.

Najbardziej niesamowitą zawodniczką była Roma Olesiewicz z AZS AWF Warszawa. Dobrze określił ją tytuł jednego z artykułów: „Koszykarka z kosmosu”. Grałyśmy razem w reprezentacji. Ona z AZS-u, ja z Polonii, często dzwoniła do mnie i mówiła: „Hanka, mam piłki, mam salę, przyjeżdżaj na AWF, porzucamy”.

Także w Polonii było dużo niesamowitych dziewczyn, ale to już temat na o wiele dłuższą opowieść. Basia Wikarska-Szomańska – wulkan energii, przedwcześnie zmarła po komplikacjach zdrowotnych, których nabawiła się na boisku. Lucyna Sokół-Werewska – bohaterka wojenna, o czym dowiedziałam się przypadkiem, bo Lucy nigdy nam o tym nie opowiadała. Młodsza z sióstr Kameckich – w czasie wojny łączniczka AK. Martyna Niepokólczycka – córka pułkownika Franciszka Niepokólczyckiego, więźnia politycznego w okresie stalinowskim. Dużo świetnych koleżanek i kolegów, mnóstwo przyjaźni i wspomnień.

– – –

Początek lat 50. w kobiecej koszykówce to dominacja Spójni Warszawa, Wisły (ówczesnej Gwardii) Kraków i AZS AWF Warszawa. W 1953 roku Spójnia wygrała finał Pucharu Polski z Polonią Warszawa 52:30, a AZS rozpoczął swoją dekadę hegemonii – do sezonu 1961/62 akademiczki zdobyły osiem tytułów mistrza Polski. Polonia upodobała sobie miejsce piąte – pięciokrotnie na przestrzeni lat 1955-1961. W sezonie 1955/56 Polonistki zdobyły brązowy medal mistrzostw Polski. Osiągnięcie powtórzyły w roku 1965 – ostatnim, w którym na ligowych parkietach występowała Hanna Loth-Nowak.

Materiał opracowany przez “Historyków Dumy Stolicy”

Na tytułowym zdjęciu Polonia Warszawa 1949 – wicemistrzynie Polski w koszykówce: (od prawej) Olga Peters, Irena Kamecka-Jaźnicka, Anna Nowachowicz, Maria Kamecka-Kordzik, Nowak (imię nieustalone), Joanna Wecsile, Lucyna Peters, Barbara Kobylińska. Udział w meczach o mistrzostwo Warszawy brały też: Maria Borajkiewicz, Irena Kiepuszewska, Dobrzańska, Pietrzak (imiona nieustalone).


Odcinek pierwszy: Zaczęło się od hazeny

Odcinek trzeci: Epoka trenera “Bartka”