Profesorskim okiem: Przed sezonem…

img_5376__1478025670_37-47-36-203

Już się nie mogę doczekać kiedy się zacznie. Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś mi powiedział, że tak się będę entuzjazmował drugą ligą koszykówki kobiet, to bym nie uwierzył. A sądzę, że nie jestem jedyny, jest nas w okolicy Konwiktorskiej takich zapaleńców więcej.

A tu jak na złość, sezon zaczyna się bardzo leniwie. Trudno pisać felieton z cyklu „profesorskim okiem…”, skoro mało to kto miał okazję na razie zobaczyć. W pierwszej kolejce tylko jeden mecz odbył się w zaplanowanym terminie. Dwa pozostałe, w tym nasz, przełożone na późniejszy termin. No i masz ci los, trzeba czekać kolejne dwa tygodnie. Co ciekawe, w drugiej kolejce też tylko jedno spotkanie ma się odbyć wg terminarza WOZKosz. Na szczęście to nasze.

Czego więc możemy się spodziewać po nadchodzącym sezonie? Zacznijmy od naszej drużyny. Sporo się zmieniło przez lato. Mamy nowy duet trenerski. Panowie Piotr i Jakub Musijowscy w ubiegłym sezonie pracowali w Łodzi. Pamiętacie trenera drużyny, która pokonała nas w meczu na Konwiktorskiej, a który po meczu wraz z zawodniczkami kłaniał się publiczności, zachwycony atmosferą na K6? Tak, to był jeden z obecnych szkoleniowców naszej ekipy. Wśród 19 zgłoszonych przez klub zawodniczek aż 7 to nowe twarze. Szczerze mówiąc tych twarzy nie nauczyłem się jeszcze rozpoznawać, ale wszystko przyjdzie z czasem. Wśród tych „nowych” jest bardzo doświadczona Agnieszka Dalecka (36 lat), jest najwyższa zawodniczka, jaką od lat widziano w naszym zespole (Agnieszka Feja – 193 cm), są nastolatki – wysoka Justyna Kowalska i filigranowa Aleksandra Piechota. Z trzonu zeszłorocznego składu, poza niezapomnianą Kasią Dulnik, odpadła tylko Olivka Olesiewicz.

Wydaje się, że skład możemy mieć mocniejszy niż w poprzednim sezonie. Ale ostrożnie, trudno coś powiedzieć zanim zobaczymy pierwsze dwa-trzy mecze. Na razie widziałem półtora treningu. Wyglądały na bardzo intensywne, dziewczyny musiały się naprawdę napocić. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, ze nasze zawodniczki są z przygotowań do sezonu bardzo zadowolone. Męczyły się okrutnie, ale przyznawały, że treningi wydawały im się dobrze zorganizowane, przemyślane i czują się dobrze przygotowane do sezonu. Tak więc z naszej strony – ostrożny, ale uzasadniony optymizm.

A co u rywalek? Jeszcze trudniej coś powiedzieć, bo na razie odbył się tylko jeden mecz, w którym Huragan Wołomin pokonał nasze najbliższe przeciwniczki i sąsiadki zza miedzy – SKS 12. Na razie można tylko spojrzeć na zgłoszone składy, a i to nie wszystkie, bo na stronie WOZKosz nie ma jeszcze informacji o zawodniczkach AKS Łódź, a skład drużyny z Żyrardowa pokazał się dopiero w piątek. Ale coś możemy wywnioskować nawet z tych strzępów informacji.

Po pierwsze, o ile w poprzednich sezonach często brakowało nam (w porównaniu z rywalkami) centymetrów pod koszem, to tym razem wzrost wydaje się naszym atutem. Spójrzmy na przeciętną wzrostu zgłoszonych zawodniczek. U nas jest to 177 cm, u drugiego pod tym względem Widzewa Łódź niecałe 173,5 cm, a w pozostałych drużynach pomiędzy 171 i 172 cm. Wśród zgłoszonych przez nas są 4 zawodniczki mierzące ponad 180 cm, podczas gdy w innych drużynach są tylko jedna lub dwie tak wysokie, a w Widzewie nie ma ani jednej. Jako jedyni mamy zawodniczkę mierzącą ponad 190 cm (następna w kolejce – zawodniczka z Wołomina – mierzy 187 cm).

Po drugie, nasz zespół jest dużo bardziej doświadczony od rywalek, które są de facto drużynami juniorskimi. We wszystkich składach rywalek razem wziętych znalazłem w sumie 2 (słownie: dwie) zawodniczki, które wyszły już z wieku juniorek U-22. W SKS-12 i w Żyrardowie nie ma ani jednej starszej niż lat 20. Średnia wieku naszych zawodniczek to 23,7 lat (wcale nie dużo – prawda?), ale konkurentki mają średnia iście juniorsko-nastoletnią: Huragan Wołomin – 17,8, Widzew Łódź – 17,1, Trójka Żyrardów – 16,1, a SKS-12 – 15,9.

W sumie wydaje mi się, że jesteśmy faworytem rozgrywek grupowych i trzeba poważnie myśleć o turniejach półfinałowym i (oby) finałowym. Ale uwaga: przesadna pewność siebie zgubiła już w sporcie niejednego. Młode zespoły rywalek będą na pewno walczyć bardzo ambitnie, a jak wiadomo młodość bywa nieobliczalna. Na pewno będą grać bardzo szybką, nieco szaloną koszykówkę, a przeciw takim zespołom gra się czasem bardzo trudno. Trzeba się więc nastawić na twardą walkę od pierwszej do ostatniej minuty.

W ogóle krótkie są te tegoroczne rozgrywki. Tylko 6 drużyn zgłoszonych w naszej grupie oznacza tylko 10 meczów grupowych z udziałem Polonii (w tym tylko 5 w hali na K6). Potem w optymistycznym wariancie dojdzie jeszcze 6 spotkań w półfinałach i finałach II ligi. W sumie zaledwie 16 pojedynków od listopada do końca kwietnia, oby wszystkie zwycięskie!

Ale skoro myślimy poważnie o kwietniowych turniejach, to z zastanawiającą mnie samego pasją obserwuję z wypiekami na twarzy wyniki innych grup II-ligowych. Z kim możemy się zmierzyć? Grupa Północ liczy tylko cztery drużyny i jeszcze nie wystartowała. Na Południu zgłosiło się aż 12 klubów. Na razie bez porażki są Żak Nowy Sącz i Korona II Kraków, a silne wydają się też AZS Katowice, Basket Piekary Śl. i Zagłębie Sosnowiec. Na Zachodzie, gdzie wystartowało 11 drużyn, przewodzą na razie Tęcza Leszno i Ostrovia II Ostrów Wlkp. Ale to dopiero początek, na pewno będę śledził dalsze wyniki na bieżąco.

Na koniec – co wiemy o naszych najbliższych przeciwniczkach? SKS 12 to zawsze była drużyna szkolna, juniorska. Tak jest i tym razem. W pierwszym meczu przegrały 15 punktami z Huraganem w Wołominie, ale na prestiżowy, derbowy pojedynek z nami na pewno specjalnie się zmobilizują. W poprzedniej kolejce wyróżniły się przede wszystkim 18-letnia Olga Janowska (nr 14 na koszulce, 18 lat, 170 cm), która zdobyła 13 punktów oraz Ola Buszczyńska (nr 8, 175 cm, zaledwie 16 lat!), która zdobyła punktów 9. Moją uwagę zwróciło również to, że punktowała zawodniczka zaledwie 13-laenia (nr 12, Gabriela Kluczyńska, zdobyła 2 punkty). Wierzę w nasze zwycięstwo w najbliższą sobotę, ale przypuszczam też, że będzie ono ciężko wyszarpane.

Celem na ten sezon jest awans do I ligi. Ale podobny cel stawialiśmy sobie przed rokiem. Wtedy się nie udało. Teraz musi się udać. Choć nikt nie mówi, ze będzie łatwo. Zawodniczki liczą, że pomogą w tym także nasi kibice. Ja też na to liczę. Przede wszystkim w hali na K6, ale także za kilka dni na niedalekim meczu wyjazdowym. Musimy tam być i pomóc naszym dziewczynom!