Profesorskim okiem: Wojna postu z karnawałem, czyli koszykówka w sosie słodko-kwaśnym

podsumowanie profesor

Sezon się zakończył, najwyższa pora na jakieś felietonowe podsumowanie profesorskim okiem. Już jestem trochę spóźniony. Ale bardzo ciężko mi było wybrać jakąś konwencję tego artykułu. Jak napisać by nie było zbyt patetycznie? Ani zbyt oficjalnie? Ani zbyt smutno? No bo nie udało się utrzymać w lidze, juniorki nie zdołały awansować do finałów Mistrzostw Polski, więc jest się czym martwić.

Nie lubię okrzyków „nic się nie stało”. Bo w sporcie chodzi jednak o wygrywanie i nie można powiedzieć, że jak się nie udało to wszystko jest ok. Choć oczywiście to, że czasem się udaje, a czasem nie wpisuje się w samą istotę rywalizacji sportowej. A może tekst ma być wesoły, bo w trakcie sezonu wydarzyło się dużo dobrego? Po długich wahaniach bliżej mi do tej drugiej opcji. Bez hurra-optymizmu, pamiętając o popełnionych błędach (bo trzeba pamiętać, żeby móc wyciągać wnioski na przyszłość) chyba wolę wybrać subiektywnie kilka elementów, które przyniosły nam chwile radości i które można postrzegać jako sukcesy. Ale ile punktów ma liczyć ta lista? Może 6, bo – wiadomo – Konwiktorska 6? Dobrze, niech będzie 6.

1. W ogóle udało się wystartować w rozgrywkach I ligi. Z dzisiejszej perspektywy to się wydaje oczywiste. Ale jak patrzę wstecz, to widzę, że wcale oczywiste nie było. Przejęliśmy drużynę (a właściwie nazwę, bo drużyny nie było) w początku lipca. Grupa zapaleńców, na ogół słabo znających się na koszu, a jeszcze mniej na organizacyjnej stronie funkcjonowania klubu sportowego i udziału w rozgrywkach. Bez grosza na koncie. Bez doświadczenia. A jednak się udało. Zorganizować trening naborowy, zebrać fajną grupę zawodniczek. I w ogóle wszystko (w miarę) ogarnąć organizacyjnie przed październikiem. Największa w tym zasługa Kasi i Marka, ale jeszcze kilka osób nieźle się przy tym napracowało. Nawet nie wiecie jakie to było wyczerpujące fizycznie, a przede wszystkim psychicznie, lato. Trudno więc nie myśleć o tamtym okresie z zadowoleniem.

2. Skoro już mowa o sprawach organizacyjnych – budżet mieliśmy skromny, najniższy w całej I lidze, ale nigdy nikomu nie zalegaliśmy z żadnymi płatnościami. Wymagało to nieraz niezłej ekwilibrystyki i poświęcenia. Ale dało się. Możemy z podniesioną głową patrzeć w oczy wszystkim tym, z którymi się umawialiśmy. Wiem, że to brzmi jak oczywista oczywistość. Ale przecież doskonale wiemy, że w naszym sporcie wcale nie jest normą, od której nie ma odstępstw. Dzięki komu się udało? Jasne, że wielką zasługę ma tutaj nasz sponsor Armex, którego szef zdaje się chwycił polonijnego bakcyla i liczymy, że zostanie z nami na dłużej. I Marek, bez którego kontaktu z Armexem by nie było. Ale przede wszystkim chciałbym podkreślić udział kibiców. Poczuliście się odpowiedzialni za klub (do kibiców zaliczam zresztą też członków zarządu SKK, oddelegowanych do tej pracy przez naszą polonijną społeczność). Bez szemrania kupowaliście bilety, mimo że w innych halach na tym poziomie rozgrywek na mecze wchodzi się za darmo. Przedtem (i potem też) kupowaliście cegiełki. Wpłacaliście darowizny i składki członkowskie stowarzyszenia. Jak się doda to wszystko razem to nie były jakieś grosze. Liczę i liczę i wychodzi mi, że od lipca zeszłego roku kibice wpłacili na rzecz klubu w tych różnych formach razem ponad 70 tysięcy złotych! Rekordziści dawali tysiącami. Ale chyba najbardziej ujmującym sukcesem jest to, że naliczyłem wpłaty darowizn od 77 różnych osób (czasem drobne, czasem spore, niektórzy wpłacali regularnie co miesiąc, wpłat było ok. 130). Jak na zainteresowanie koszykówką kobiecą w Polsce to nie jest wynik dobry, to jest wynik re-we-la-cyj-ny!

3. Wygraliśmy w przybliżeniu tyle meczów ligowych ile zakładaliśmy przed sezonem. Ok, liczyłem na może 2-3 więcej, ale 9 wygranych w 28 meczach to nie jest rozpaczliwy wynik dla beniaminka bez doświadczenia. Kłopot w tym, że po raz pierwszy od wielu lat to nie wystarczyło do utrzymania. Najstarsi górale nie pamiętają kiedy rywalizacja w dole tabeli I ligi była tak wyrównana. Na koniec cztery drużyny (w tym nasza) miały dokładnie tyle samo punktów i decydowała mała tabela. A wystarczyłoby gdyby z tej czwórki wypadły Karkonosze Jelenia Góra i to nie my, a AZS UMCS II miałby najgorszy bilans spośród pozostałych trzech drużyn. A może po prostu zabrakło zdrowej Paczki (choć oczywiście kontuzje zdarzały się i w innych zespołach, ale u nas – z przyczyn o których była już mowa – ławka była wyjątkowo krótka). Nie mówiąc o tym, że wystarczyłby jeden więcej udany rzut w nieudanym rewanżowym meczu z AZS Gorzów Wlkp. Albo utrzymanie przewagi w rewanżu z Liderem Swarzędz, kiedy wyszliśmy na prowadzenie w czwartej kwarcie i zdawało się, że mamy rywalki na widelcu. Albo kilka jeszcze innych momentów, kiedy zabrakło naprawdę niewiele. No ale zabrakło. I możemy się denerwować, że w końcówce rozgrywek AZS UMCS obficie wspierał się zawodniczkami ekstraklasowej drużyny, ale nie łamał przy tym żadnych przepisów, więc pretensji nie możemy do nich mieć. Mieliśmy swoje szanse. Ale jeszcze raz, bo miało być o pozytywach – 9 wygranych meczów, w tym 6 we własnej hali, to nie jest powód do wstydu.

4. Mieliśmy najlepszego strzelca I ligi. Natalia Małaszewska była zawodniczką jakiej dawno w naszej drużynie nie było. Szkoda, że przyszła do nas tylko na jeden sezon. Ale Natalia, za to co dla nas zrobiłaś – dziękujemy!

5. Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek wcześniej był świadkiem tak bliskich, tak ciepłych, pełnych dobrych uczuć i poświęcenia relacji między kibicami i zawodnikami (zawodniczkami) klubu. Nie wytrzymują porównania nawet wyjątkowe relacje z drużyną prowadzoną przez Piotra Stokowca czy Piotra Dziewickiego. Może dlatego, że koszykówka to sport bardziej kameralny, niż piłka nożna. Wszystko się dzieje fizycznie bliżej, w hali jest mniej osób niż na stadionie piłkarskim. W każdym razie, niezależnie od dalszych losów drużyny, to jest przeżycie, którego długo nie zapomnę. A atmosfery w hali zazdrościły nam wszystkie przyjeżdżające drużyny. Nawet te które wysoko z nami wygrywały. Do tego co było widoczne przy okazji meczów (także kilku wyjazdowych) dodajmy jakże ważną pracę w tle – prowadzenie strony klubu, profilu na fb, konta na twitterze, praca przy organizacji meczów. To przecież też zrobili kibice. Społecznie, poświęcając swój czas.

6. Nie chodzi mi przy tym tylko o stosunek kibiców do zawodniczek. Ale także o relację w drugą stronę. Mam silne przekonanie, że dziewczyny połknęły polonijnego bakcyla. I było to wyjątkowe przeżycie także dla nich. Nie zdziwię się jeśli Natalia nazwie swoje dziecko Poloniusz (jeśli będzie chłopiec) lub Apolonia (jeśli dziewczynka).

7. Przy rozczarowującym końcowym wyniku sportowym, kilka młodych zawodniczek zrobiło w ciągu sezonu bardzo obiecujące postępy. Porównajcie grę Ani Kolad na początku i pod koniec sezonu. To samo można powiedzieć o drugiej Ani – Kolasińskiej. Po opóźnionym wejściu w sezon coraz lepiej grała Sylwia Machowicz. Bardzo się rozwinęła sportowo tegoroczna maturzystka Iza Błajda. Ok, forma bywała nierówna. Iza przeplatała mecze bardzo fajne ze zdecydowanie słabszymi. Tak to już jest, że młodym zawodniczkom trudno ustabilizować formę. Ale ogólna tendencja jest bardzo obiecująca i jeśli dziewczyny zostaną z nami to możemy mieć z nich jeszcze bardzo dużo pociechy w przyszłości. A zbierane przeze mnie nagrania meczów (w swoim archiwum mam nagranych 13 meczów minionego sezonu) mogą kiedyś nabrać dużej wartości. No bo każdy będzie chciał zobaczyć nagrania gwiazd kosza z początków ich kariery. A dodajmy do tego, że bardzo młodą zawodniczką jest też Paczka. Zanim zaczęło jej dokuczać zdrowie i zanim złapała tę paskudną kontuzję, pokazywała, że też może z niej być bardzo dobra koszykarka. Maja Maj też nie powiedziała jeszcze swojego ostatniego słowa i może grać jeszcze lepiej. Wydaje się, że mamy trzon drużyny na kolejne lata.

Miało być sześć, ale wychodzi na to, że przyszło mi do głowy siedem sukcesów. I bardzo dobrze. Wszak 7 to liczba doskonała (zapytajcie Platona, nie mylić z Pattonem). I – co równie ważne – numer na koszulce Kurczaka, naszej wspaniałej kapitan drużyny.

Trudno powiedzieć precyzyjnie co dalej. Sezon dopiero się skończył, wiele decyzji musi dopiero zapaść. Nie jestem nawet pewien, w której lidze zagramy za rok. Kupowanie licencji to bardzo wątpliwy pomysł. Ale jeśli PZKOSZ znowu będzie chciał rozszerzać ligę i uzna, że żadna drużyna nie powinna spadać, to sądzę, że powinniśmy z tego skorzystać. Nie wiadomo w jakim składzie zagramy za rok. Jeśli miałaby to być pierwsza liga to na pewno potrzebujemy wzmocnień. Na pewno silnej, wysokiej podkoszowej. Brakuje też dobrego strzelca, który w trudnych chwilach siekałby kolejne „trójki” (jak Paczi w dobrej formie, zanim zaczęły się problemy ze zdrowiem, ale co dwie takie zawodniczki to nie jedna). Wspominałem już, że niemal na pewno nie będzie z nami Natalii. Kurczak postanowił się zanurzyć w depresji, z której – mam nadzieję – wychynie koło listopada. Stowarzyszenie czekają też zmiany organizacyjne, a jaki będzie ich kształt też okaże się dopiero za kilka tygodni. Jedno wiem na pewno – wszyscy musimy się mocno postarać by poprawić, a nie zepsuć tego co wspólnie zaczęliśmy budować.

A na koniec zapraszam na podsumowanie statystyczne. O różnych „naj…” polonijnych koszykarek.

Najbardziej niezastąpione zawodniczki (ilość minut spędzonych na boisku jako % wszystkich rozegranych meczów):
1. Natalia Małaszewska – 88,7% (1002 minuty)
2. Maja Maj – 85,1% (962)
3. Iwona Gawryszewska – 81,2% (918)
4. Iza Błajda – 52,2% (590)
5. Dominika Paczkowska – 51,0% (918)
6. Ania Kolasińska – 37,3% (422)
7. Karolina Zduniak – 37,3% (422)
8. Sylwia Machowicz – 22,3% (252)
9. Ania Cwyl – 14,6% (165)
10. Ania Kolad – 14,3% (162)

Najwięcej zdobytych punktów w I lidze:

II faza rozgrywek
1. Natalia Małaszewska -217
2. Maja Maj – 204
3. Iwona Gawryszewska – 65
4. Iza Błajda – 35
5. Sylwia Machowicz – 31

Razem I i II faza (w sumie punkty zdobywało 14 dziewczyn)
1. Natalia Małaszewska – 565
2. Maja Maj – 445
3. Dominika Paczkowska – 221
4. Iwona Gawryszewska – 196
5. Iza Błajda – 93
6. Ania Kolasińska- 62
7. Sylwia Machowczi – 53
8. Karolina Zduniak – 44
9. Ania Kolad – 42
10. Ania Cwyl – 20

Najlepsza skuteczność rzutów:

Za 1 punkt
1. Natalia Małaszewska – 78%
2. Maja Maj – 74%
3. Iwona Gawryszewska – 69%
4. Dominika Paczkowska – 67%

Za 2 punkty
1. Natalia Małaszewska – 40,5%
2. Dominika Paczkowska – 38,1%
3. Iwona Gawryszewska – 37,0%
4. Maja Maj – 36,7%
5. Sylwia Machowicz – 34%

Za 3 punkty
1. Dominika Paczkowska – 31,4%
2. Ania Kolad – 26,7%
3. Maja Maj – 26,1%
4. Natalia Małaszewska – 25,8%
5. Karolina Zduniak – 20,0%

Najwięcej zbiórek (I + II faza):
1. Maja Maj – 244
2. Natalia Małaszewska – 200
3. Iwona Gawryszewska – 190
4. Iza Błajda – 99
5. Dominika Paczkowska – 90
6. Ania Kolasińska – 58

Najwięcej asyst:
1. Natalia Małaszewska – 169
2. Maja Maj – 53
3. Iwona Gawryszewska – 37
4. Dominika Paczkowska – 25
5. Ania Kolasińska – 22
6. Iza Błajda – 20

Najwięcej bloków:
1. Iwona Gawryszewska – 30
2. Natalia Małaszewska – 7
3. Karolina Zduniak – 6

Najwięcej przechwytów:
1. Natalia Małaszewska – 83
2. Maja Maj – 51
3. Iwona Gawryszewska – 37
4. Iza Błajda – 27
5. Dominika Paczkowska – 23
6. Ania Kolasińska – 19

Najwyższa łączna ocena „eval”:
1. Natalia Małaszewska – 481
2. Maja Maj – 333
3. Iwona Gawryszewska – 253
4. Ania Kolasińska – 50
5. Iza Błajda – 48
6. Karolina Zduniak – 37
7. Sylwia Machowicz – 36
8. Ania Cwyl – 35
9. Ania Kolad – 33

Punkty we wszystkich rozgrywkach sezonu 2014/2015:

II liga
1. Ania Kolad – 170
2. Aneta Supeł – 121
3. Joasia Rudenko – 87
4. Dominika Słomka – 87
5. Justyna Stankiewicz – 86

U-22
1. Dominika Paczkowska – 124
2. Iza Błajda – 119
3. Karolina Zduniak – 68
4. Ania Kolad – 63
5. Dominika Słomka – 57

Wszystkie rozgrywki łącznie (razem punkty zdobywało 25 dziewczyn):
1. Natalia Małaszewska – 565
2. Maja Maj – 445
3. Dominika Paczkowska – 345
4. Ania Kolad – 275
5. Iza Błajda – 212
6. Iwona Gawryszewska – 196
7. Dominika Słomka – 144
8. Justyna Stankiewicz – 140
9. Aneta Supeł – 121
10. Karolina Zduniak – 112
11. Ania Kolasińska – 94
12. Klaudia Karwowska – 89
13. Joasia Rudenko – 87
14. Isia Korczak – 65
15. Karolina Rybkowska – 59